Wszystie UCZUCIA można zaakceptować. Pewne DZIAŁANIA należy ograniczyć.

Przygotowała: Mariola Pieńkowska

Scenariusz zabaw i zajęć przeprowadzonych z dziećmi 6-letnimi

Cele:

  • Poznawanie i nazywanie przez dzieci swoich stanów emocjonalnych
  • Nabywanie umiejętności radzenia sobie w sytuacjach przykrych
  • Wczuwanie się w stany emocjonalne innych osób
  • Dzielenie uczuć na przyjemne i przykre.
  • Zapoznanie  się z konstruktywnymi sposobami radzenia sobie z trudnymi emocjami.
  • Stworzenie możliwości do rozładowania przykrych emocji i napięcia w sposób społecznie przyjęty
  • Kształtowanie własnej wartości jako podstawy do akceptowania uczuć własnych i innych

Kształtowanie umiejętności wyrażania swoich uczuć oraz panowania nad  negatywnymi sposobami okazywania emocji.

Cykl 1 Uczucia [zobacz]
Cykl 2 Złość [zobacz]
Cykl 3 Relaksacja [zobacz]

Literatura

  1. A.Vivaldi „Cztery pory roku”
  2. J. Strauss „Nad pięknym modrym Dunajem”
  3. D. Chauvel i Ch. Noret „Zabawy relaksujące dla przedszkolaków“
  4. J. Stadnicka „Terapia dzieci muzyką, ruchem i mową“
  5. Brigit Fuchs „Gry i zabawy na dobry klimat w grupie“
  6. Muzyka reksacyjna – harmonia i odprężenia. Muzyka skomponowana,  zaaranżowana i wykonana przez VLAD w ścisłej współpracy z muzyko-terapeutą dr E. Galińską.
  7. Goleman D. „Inteligencja emocjonalna w praktyce” Media Rodzina, Poznań 1997. 
  8. Friedlander S. B. „Dziecko emocjonalne inteligentne” Wydawnictwo Moderski i  S-ka, Warszawa 1998.
  9. Forehand R., Long N. „ Jak wychowywac uparte dziecko” Bis, warszawa 1998  
  10. Grzegorz Kasdepke pt. "Bon czy ton, czyli savoir-vivre dla dzieci" 

Posiadam w swoich zbiorach interesujący tekst „Bajkę o zasmuconym smutku”. Jest to dla mnie ciepła,tchnąca nadzieją bajka zarówno dla dzieci troszkę starszych jak i dla dorosłych. Chciałabym podzielić się z państwem tym tekstem.

Bajka o zasmuconym smutku

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.

Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.

Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała: "Kim jesteś?"

Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały: "Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"

"Ach! Smutek!", zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.

"Znasz mnie?", zapytał smutek niedowierzająco.

"Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.

"Tak sądzisz ..., zdziwił się smutek, "to dlaczego nie uciekasz przede mną. Nie boisz się?"

"A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?"

"Ja ... jestem smutny." odpowiedział smutek łamiącym się głosem.

Staruszka usiadła obok niego.

"Smutny jesteś ...", powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. "A co Cię tak bardzo zasmuciło?"

Smutek westchnął głęboko.

Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?

Ileż razy już o tym marzył. "Ach, ... wiesz ...", zaczął powoli i z namysłem, najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy." I znowu westchnął.

"Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.

Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.

Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału.

Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.

Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności."

"Masz rację,", potwierdziła staruszka, "ja też często widuję takich ludzi."

Smutek jeszcze bardziej się skurczył. "Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia."

Smutek zamilkł.

Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.

Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.

"Płacz, płacz smutku.", wyszeptała czule. "Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona."

Smutek nagle przestał płakać.

Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
"Ale ... ale kim Ty właściwie jesteś?"

"Ja?", zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, jak małe dziecko. "JA JESTEM NADZIEJA!"

Autor anonimowy